Jak mądrze kochać dziecko?

autor Klaudia
jak mądrze kochać dziecko

Wiem – dużo piszę o miłości. Uważam jednak, że jest to najważniejszy składnik w relacji rodzic-dziecko. To przecież oczywiste – powiecie. I przyznam Wam rację. Ale… jak mądrze kochać dziecko? I czy sama miłość wystarczy?

Pozwólcie, że już na wstępie odpowiem na powyższe pytanie. Nie, sama miłość nie wystarczy. Trzeba jeszcze tą miłość okazywać. To niezwykle istotne. Wielu rodziców przytula swoje dzieci i się nimi zachwyca, gdy są malutkie. Gdy podrastają i tracą swój dziecięcy urok, gdy się już do ich obecności przyzwyczajamy, jakoś tak mniej okazujemy, jak bardzo je kochamy. A przecież dzieci potrzebują naszej miłości, troski i uwagi przez cały czas. Nie tylko wtedy, gdy są przesłodkimi maluszkami. Nie tylko wtedy, gdy są grzeczne i nas słuchają. Nie tylko wtedy, gdy spełniają nasze oczekiwania. Zawsze. Niezależnie od wszystkiego. Bezwarunkowa miłość to największy dar, jaki człowiek może dać drugiemu człowiekowi. Bezwarunkowa miłość, jaką dziecko otrzymało od swojego rodzica, pozostanie z nim do końca życia, będzie jego siłą, pogodą ducha, wiarą w siebie oraz podstawą do rozwoju i budowania szczęścia.

Potrzeby dziecka

Miłość do dziecka nierozerwalnie łączy się z zaspokajaniem jego potrzeb. Laura Markham, autorka wspaniałej książki „Spokojni rodzice, szczęśliwe dzieci. Bliskość zamiast krzyku” (jej recenzja znajduje się tutaj), twierdzi, że większość rodziców skupia się na potrzebach fizycznych, nie zwracając szczególnej uwagi na równie ważne potrzeby psychiczne dziecka, takie jak:

  • potrzeba bycia zauważanym, akceptowanym i docenianym
  • potrzeba poczucia silnej autentycznej więzi z rodzicami/opiekunami
  • potrzeba uzyskania wsparcia i pomocy w przypadku przeżywania silnych emocji
  • potrzeba przynależności i bezpieczeństwa
  • potrzeba eksperymentowania i poznawania świata
  • potrzeba ćwiczenia nowych umiejętności
  • potrzeba aktywności i samodzielności
  • potrzeba bycia traktowanym z szacunkiem

Jeśli potrzeby te nie zostaną spełnione, dziecko będzie próbowało w jakiś sposób nam to zakomunikować. Ponieważ z oczywistych powodów nie jest w stanie tych potrzeb nazwać i powiedzieć nam wprost, czego mu brakuje, najczęściej będzie po prostu źle się zachowywać. Może marudzić, złościć się, krzyczeć, nie słuchać, bić inne dzieci, ciągle czegoś żądać, itp. Dlatego, jeśli widzimy, że nasze dziecko jest niegrzeczne, najpierw powinniśmy zastanowić się, czy wszystkie jego potrzeby są zaspokojone. Czy spędzamy z nim wystarczająco dużo czasu? Czy okazujemy mu jak bardzo ono samo i jego uczucia są dla nas ważne? Czy pozwalamy mu na własną rękę poznawać i odkrywać świat? Czy przypadkiem za bardzo go nie ograniczamy (najczęściej z lęku przed tym, żeby nic mu się nie stało)? Czasami wystarczy zaspokoić potrzebę dziecka, która do tej pory była przez rodzica niezauważana, aby dziecko przestało być nieznośne.

Dlaczego rodzice nie zawsze spełniają potrzeby dziecka?

Najczęściej dlatego, że nie zdają sobie z nich sprawy lub uważają je za mało ważne. Wynika to z tego, jak my sami byliśmy wychowywani. Popełniamy te same błędy, które popełnili na nas nasi rodzice. Nie jesteśmy w stanie dać naszym dzieciom tego, czego sami nie dostaliśmy. Jeśli nasze potrzeby psychiczne w dzieciństwie były zaniedbywane, my sami obecnie jako rodzice nie przykładamy do nich wagi. To oczywiście nie nasza wina… ani też naszych rodziców – oni także bazowali na swoim dzieciństwie. Poza tym, szukanie winnych nie ma sensu, ponieważ w żaden sposób nie zmieni to rzeczywistości. To co ma sens, to zastanowienie się nad swoją przeszłością w kontekście wiedzy, jaką posiadamy dzisiaj. Możemy stać się świadomymi rodzicami, przerwać ten łańcuch przenoszonych z pokolenia na pokolenie błędnych przekonań. Możemy na nowo nawiązać kontakt z naszymi dziećmi.

Czy zawsze wtedy, gdy dziecko jest niegrzeczne, oznacza to, że jakaś jego potrzeba nie jest zaspokajana?

Tak jest bardzo często, ale oczywiście nie zawsze. Osobiście uważam, że dzieci nigdy nie są niegrzeczne. To my jako dorośli tak je postrzegamy. Dziecko może po prostu nie wiedzieć, jak trzeba się zachowywać, w końcu jest tylko dzieckiem, dopiero się uczy. Rolą rodziców jest tłumaczenie, delikatne ukierunkowanie dziecka na właściwą drogę oraz pokazywanie, jak należy postępować, najlepiej na własnym przykładzie :-). Kiedyś przeczytałam taki oto cytat, niestety nie pamiętam autora:

Dzieci niechętnie słuchają swoich rodziców, za to chętnie ich naśladują.

Potrzeba bliskości

Chciałabym wrócić jeszcze do potrzeb związanych z bliskością emocjonalną między rodzicem a dzieckiem. Dziecko musi wiedzieć, że jego rodzic/opiekun cieszy się nim i lubi się nim zajmować. Zdecydowanie warto pracować nad utrzymaniem silnej, pełnej empatii i szacunku więzi z dzieckiem. Dziecko wówczas będzie się czuło szczęśliwe i bezpieczne, będzie lubiło swoich opiekunów, chętniej będzie współpracowało i lepiej będzie się rozwijało.

Ważne jest również to, żeby akceptować dziecko takie, jakie jest, w całości, z wszystkimi jego wadami i zaletami, z wszystkimi jego uczuciami. Dziecko jest odrębną jednostką, jak każda istota ludzka posiada swój niepowtarzalny zestaw cech, predyspozycji i potrzeb. Zadaniem dziecka nie jest spełnianie naszych oczekiwań, bycie takim, jak my byśmy chcieli, żeby było. Najlepiej dla dziecka (i dla każdego z nas) jest po prostu być sobą, odkrywać i rozwijać swoje mocne strony i neutralizować słabości. Kochane i akceptowane dzieci stają się później wspaniałymi dorosłymi.

Potrzeba rozwoju

Zdarza się tak, że rodzice zamiast wspierać naturalny rozwój dziecka, często go ograniczają. Dlaczego tak się dzieje? Najczęściej z lęku. Z lęku rodzica przed tym, żeby dziecku nic się nie stało. Żeby się nie przewróciło, żeby nie spadło, żeby się nie potłukło, żeby się nie pobrudziło… Jednak w rzeczywistości bardzo rzadko znajdujemy się w sytuacjach realnego zagrożenia, w których dziecko mogłoby doznać poważnego uszczerbku na zdrowiu. W większości przypadków nasz lęk jest zwyczajnie nieuzasadniony. To normalne (i nieuniknione), że dzieci się przewracają… Czasami płaczą, czasami po prostu wstają i biegną dalej. Takie jest życie :-)…

Podobnie jak autorka wcześniej wspomnianej książki uważam, że powinniśmy dawać naszym pociechom jak najwięcej swobody oraz możliwości decydowania o sobie (oczywiście stosownie do wieku). Małe dzieci są w stanie zrobić wiele rzeczy same, np. jeść, ubierać się, itp. Niektóre mamy wolą same nakarmić i ubrać dziecko, ponieważ tak jest po prostu szybciej i wygodniej. Dziecko się nie ubrudzi i nie narobi bałaganu. Myślę jednak, że dobrze jest pozwalać maluchom na różne eksperymenty, nawet jeśli oznacza to kolejny stos ubranek do wyprania lub kolejny wielki bałagan do posprzątania… Ja już dawno przyjęłam, że jest to nieodłączny element posiadania dzieci i w ogóle się tym nie przejmuję. Po prostu piorę i sprzątam, robię to dość sprawnie (miałam wiele okazji do praktykowania, a jak wiemy praktyka czyni mistrza). Dobrze jest również pozwalać dziecku na uczestniczenie w różnych czynnościach domowych. Wiadomo – jak małe dziecko pomaga, to więcej z tego bałaganu niż pożytku :-)… Ale dzięki temu dziecko poczuje się ważne i doceniane, a także zrealizowana zostanie jego potrzeba przynależności. Nauczy się również, że prace domowe wykonują wszyscy członkowie rodziny, łącznie z nim, i że życie w rodzinie polega między innymi na dzieleniu się obowiązkami.

Godność dziecka

Ostatnia kwestia, jaką chciałam poruszyć to traktowanie dziecka z szacunkiem i godnością. Dokładnie tak samo, jak my sami chcielibyśmy być traktowani przez innych ludzi. Dokładnie tak samo, jak powinniśmy traktować inne osoby dorosłe. Mimo iż dziecko jest małe i niektórych rzeczy nie rozumie, nie jest istotą gorszą od dorosłych, którą można zignorować, okłamać lub oszukać. Każdy z nas, i mały i duży, jest człowiekiem, a jako ludzie jesteśmy wartością, niezależnie od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Traktowanie dziecka z godnością polega na rozmawianiu z nim jak z osobą rozumną przy jednoczesnym uszanowaniu jego indywidualnego poziomu rozwoju; słuchaniu tego, co ma do powiedzenia, nawet jeśli nie mówi do nas jeszcze słowami tylko gestami; oraz uznaniu go jako odrębnej jednostki mającej prawo do swojego zdania, potrzeb i uczuć.

Niektórzy rodzice pozwalają sobie na oszukiwanie lub okłamywanie dziecka, wykorzystując fakt, że dziecko i tak się nie zorientuje, jest przecież zbyt małe. Tego typu kłamstewka uznajemy za niewinne, niemające znaczenia, w końcu dziecko tego nie będzie pamiętać, a przynajmniej w ten sposób możemy szybko skłonić go do zrobienia czegoś lub zaprzestania niewłaściwego zachowania. Ja staram się tego unikać i mówić dziecku prawdę, w prostych słowach, wychodząc z założenia, że dziecko mimo wszystko dużo rozumie. Uważam również, że straszenie czy też grożenie to zdecydowanie nienajlepsze metody wychowawcze. Są to formy manipulacji dzieckiem i jego uczuciami. Pomyślmy, czy my sami chcielibyśmy, żeby ktoś nami manipulował? Chyba nie… Dlatego wolę rozmawiać i tłumaczyć. Nie jest to trudne i daje efekty, chociaż czasami wymaga cierpliwości.

Jak mądrze kochać dziecko?

Mądra miłość do dziecka to przede wszystkim dojrzałość i świadomość. Dojrzałość do tego, by kochać dziecko miłością bezwarunkową. I świadomość wszystkich jego potrzeb.

 

Jeśli artykuł Ci się spodobał, zapraszam do polubienia i obserwowania mnie na Facebooku:

Klaudia Bloguje

Przeczytaj również:

Jak radzić sobie z napadami złości u dziecka?

Recenzja świetnej książki „Spokojni rodzice, szczęśliwe dzieci. Bliskość zamiast krzyku”

O angielskim wychowywaniu dzieci słów kilka – jak rozmawiać z niemowlęciem i małym dzieckiem

Rodzice kontra bezdzietni

Historia pewnej kuleczki oraz kurzego jajeczka

Jak wyznaczać dziecku granice?

 

Zobacz również

Zostaw komentarz