Czego można nauczyć się od małego dziecka?

autor Klaudia
dziecko bawiące się w deszczu

Zapewne większość z nas zgodzi się ze stwierdzeniem, że mając kontakt z małymi dziećmi, można się od nich wiele nauczyć. No tak… Ale dokładnie czego? Myślę, że każda osoba czegoś innego… A czego ja się nauczyłam?

Jestem mamą prawie pięcioletniego Adasia. Jak się zmieniłam i co zyskałam doświadczając macierzyństwa? Mówiąc krótko, odkryłam w sobie trzy bardzo fajne cechy. Nauczyłam się ich na nowo od mojego synka. Jakie to cechy?

Pierwszą z nich jest… AUTENTYCZNOŚĆ.

Obserwując małe dziecko niewątpliwie zauważamy pewną rzecz: jest ono autentyczne. Bez skrępowania okazuje wszystkie swoje uczucia. Płacze i krzyczy, gdy coś mu dolega. Natychmiast reaguje, gdy coś mu się nie podoba. Śmieje się, gdy coś go cieszy. Dziecko jest „czyste”, „nieskażone” żadnymi przekonaniami, oczekiwaniami czy też wiedzą na temat tego, co wypada, a co nie. Jego emocje są zawsze prawdziwe.

Z punktu widzenia dorosłego, niektóre zachowania dziecka mogą się czasami wydawać niegrzeczne. Na przykład, gdy maluch nie chce czegoś zrobić i otwarcie demonstruje swoje niezadowolenie. Ta autentyczność dziecięcych reakcji może nas wprawiać w zakłopotanie lub nawet wzbudzać irytację. Dzieje się tak dlatego, ponieważ my sami już dawno temu nałożyliśmy maski. W imię dobrego wychowania zrezygnowaliśmy z wyrażania niektórych swoich potrzeb i emocji. Z obawy przed tym, co sobie pomyślą inni, nie zawsze mówimy, to co naprawdę myślimy i czujemy – mówimy to, co wypada lub po prostu kłamiemy.

Oczywiście nie chodzi o to, by wyrażać siebie bez żadnych zahamowań, obrażać innych ludzi i nie zważać na ich uczucia. Ale może warto być bliżej siebie i działać zgodnie ze swoimi pragnieniami?

Opiekując się Adasiem, przyglądając się jego zachowaniu, zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo oddaliłam się od swojego prawdziwego „ja”. Jak często postępowałam wbrew sobie, tylko po to, by nie sprawić innym przykrości. Dlatego postanowiłam wziąć z niego przykład. By to zrobić, najpierw musiałam dotrzeć do moich autentycznych emocji, a następnie dać sobie do nich prawo. W rezultacie czego, można powiedzieć, że po wielu latach na nowo… stałam się sobą.

„Człowieka, który patrzy w oczy dziecka, uderza przede wszystkim ich niewinność: owa przejmująca niezdolność do kłamstwa, do zakładania maski, czy chęci bycia kimś innym, niż jest.”

Anthony de Mello
Drugą rzeczą, której nauczyłam się od mojego synka jest… KREATYWNOŚĆ.

Jak wiadomo, dzieci nie znają jeszcze żadnych norm i zasad. Dopiero zaczynają zdobywać wiedzę i doświadczenie. Dlatego wszystko co robią, charakteryzuje pozbawiona wszelkich granic chęć eksperymentowania oraz kreatywność.

Gdy Adaś budował domek z klocków Lego, przyznam szczerze, że na początku drażnił mnie sposób, w jaki to robił. Wszystkie klocki były powciskane tam, gdzie nie trzeba, a gotowa konstrukcja z pewnością żadnego domku nie przypominała. Chciałam go poprawiać, tłumaczyłam, że lepiej zrobić to inaczej. Później jednak pomyślałam sobie, że on buduje kierując się tylko i wyłącznie swoją wyobraźnią, a może to właśnie mnie ograniczają przyswojone już dawno temu schematy i przekonania?

I znów postanowiłam wziąć przykład z małego Adasia. Dać sobie więcej luzu, swobody w wyrażaniu siebie, puścić wodze fantazji… Moja kreatywność, której pozbawiła mnie chyba szkoła, sceptycyzm dorosłych i nakładane przez nich ograniczenia, została na nowo wyzwolona 🙂

Trzecia rzecz, a właściwie umiejętność, której nauczyłam się od mojego dziecka, to… MÓWIENIE „NIE”.

Gdy dziecko nie chce czegoś zrobić, po prostu mówi „nie”. Chociaż ta prosta i szczera odpowiedź wielu rodziców wprawia w zakłopotanie, wywołuje złość lub poczucie bezsilności, tak naprawdę oddaje ona to, co w danym momencie czuje dziecko. Uderzała mnie łatwość, z jaką Adaś okazywał swoją niechęć i brak ochoty do zrobienia czegoś, o co go prosiłam. Doszłam do wniosku, że jeśli chcę być asertywna, jeśli chcę być sobą, mówienie „nie” to bardzo cenna i przydatna umiejętność.

Każdy ma prawo do mówienia „nie”. Każdy ma prawo postępować zgodnie ze sobą. Jednak wiele osób i tak z tych praw nie korzysta. Bo przecież są sytuacje, gdy nie wypada odmówić. Bo ktoś może się obrazić. Bo nie chcemy wyjść na samolubnych. Problem w tym, że bez prawdziwego „NIE” – nie ma prawdziwego „TAK” (jak to napisał Jesper Juul w jednej ze swoich książek).

Odmawianie nie oznacza, że jesteś egoistyczny lub obojętny na potrzeby innych. Oznacza tylko, że traktujesz swoje własne potrzeby i pragnienia jako równie ważne co potrzeby i pragnienia innych ludzi. To nic innego jak bycie wobec siebie sprawiedliwym.

Introducing Assertiveness: A practical guide, David Bonham-Carter

Podsumowując…

Autentyczność, kreatywność, większa swoboda w wyrażaniu siebie, spontaniczność – to cechy, które na nowo rozwinęłam w sobie biorąc przykład z Adasia. Teraz lepiej mi się żyje 🙂 To niezwykłe, ile można nauczyć się od małego dziecka…

A Ty? Czego Ty się nauczyłaś?

Jeśli artykuł Ci się spodobał, zapraszam do polubienia mnie na Facebooku. Będzie mi naprawdę bardzo miło 🙂

Kliknij tutaj: Klaudia Bloguje

Przeczytaj również:

Rodzice kontra bezdzietni

O angielskim wychowywaniu dzieci słów kilka

Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały

Fałszywe przekonania na temat dzieci

Czy wychowywanie dzieci bez kar jest możliwe?

Jak radzić sobie z napadami złości u dziecka?

Recenzja książki “Dialog zamiast kar”

Oswoić swój cień

Mój blog – Oficjalne Otwarcie

Zobacz również

Zostaw komentarz